~~Cristal~~
Biegłam przez las. Uciekałam przed śmiercią. Obok mnie pędził mój brat Diamond. Przemierzaliśmy do tej pory bezpieczny i znajomy las po to by wydostać się do obcego nam zupełnie świata na zewnątrz. Jeszcze nikt z naszej watahy, która wlaściwie już przestała istnieć nie wyszedł z niego, a nawet jeżeli ktoś wyszedł to już nie wrocił. Ale zaraz. Zacznijmy od początku.
~Przed ucieczką~
Wataha, o której wspominałam nazywała się Wataha Wolnego Ducha. Była to chyba jedna wbrew temu co mówiła nazwa najbardziej rygorystyczna wataha jaką znałam. Po pierwsze: nie opuszczać granic lasu, ani tym bardziej watahy, po drugie: nie zadawać się z tymi, którzy to zrobili, po trzecie: zabić zdrajców i tych podejrzanych o spiski. Ostatnio coraz częściej zaczęły krążyć o demonie, wilku, który pożerał dusze. O Łowcy Dusz. Podobno tak się tym wyspecjalizował, że potrafił pożreć duszę bez zabijanie ciała. Tworzyć takie zombie. Wszyscy się niepokoili. Zbroiliśmy się i ćwiczyliśmy w walce. Niestety nic to nie dało. Najpierw nadeszła zaraza. Ginęli wszyscy, którzy byli silni i młodzi. Ja Diamond jako jedyni przetrwaliśmy używając naszych mocy kryształów. Potem wysłał przeciw nam swoje zombie. Nasze wojska były i tak osłabione, a te potwory na dodatek nic nie czuły. Były pozbawione uczuć. W końcu podpalił las. Właśnie dlatego uciekaliśmy.
~Ucieczka~
Nie wiem ile tak biegliśmy, ale już zbliżaliśmy się do granicy. Czułam to. Nagle oślepiło nas słońce i wybiegliśmy na jakieś pole. Obok pola było takie czarne coś, po którym jeździły głośne i kolorowe pudełka, w których siedzieli ludzie. Biegliśmy koło tego czegoś. Było to twarde jak ziemia, ale nie mogło być ziemią. Nagle koło nas zatrzymało się jedno z tych śmiesznych pudełek. Wysiedło z niego dwoje ludzi. 'Oni to naprawdę wyglądają dziwnie.'- pomyślałam. Nie zdążyłam zareagować gdy jeden z nich wbił mi coś w bark. Zabolało. Kątem oka zobaczyłam, że mojemu bratu robią to samo. Ogarnęła mnie ciemność. Upadłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz